Gru 30 2011

Gra cz.3

Published by at 18:25 under Ogólna

– Wypuść mnie! Wypuść! – po kilku minutach byłam już zmęczona, a dłonie i stopy miałam już bardzo obolałe. Zostałam w pokoju sama. Oparłam się plecami o drzwi i zsunęłam się bezsilna na podłogę. Schowałam twarz w dłoniach. Co mam zrobić? Jak się wydostać? Podniosłam głowę i rozejrzałam się po pokoju. Nie był duży. Powiedziałabym, że  jakieś 4 na 5 metrów. Ściany były beżowe. Dokładnie naprzeciwko drzwi było duże okno, obok niego, po lewej stronie była szafa i komoda, a po prawej szafka nocna i łóżko ustawione w rogu. Podeszłam do szafy i otworzyłam ją. Była pusta. Dalej komoda. Też nic. Zaczęłam iść w stronę szafki nocnej, ale na coś nadepnęłam, usłyszałam jak chrzęści mi pod stopami. Szkło z zepsutej ramki. To prawdopodobnie tym rzuciłam w Crowleya. Spośród odłamków podniosłam zdjęcie. Przedstawiało mnie i Alexa na plaży. Siedzieliśmy na piasku i obserwowaliśmy wodę. Odbijał się w niej księżyc. On obejmował mnie jedną ręką , a ja starałam się być wtedy jak najbliżej niego. Wtulona w jego pierś czułam się bezpieczna.  Tej nocy wszystko się zmieniło. Alex odszedł i zostawił mnie. Opuściłam dłonie, a mój wzrok padł na połyskujące wśród odłamków pióro ze srebra. Mój wisiorek! Upadłam na kolana, prosto w szkło. Pokaleczyłam je, ale ból teraz mnie nie obchodził. Wygrzebałam wisiorek i ścisnęłam go w dłoniach. Nawet nie zauważyłam, kiedy z moich oczu znowu pociekły łzy. Kilka z nich spadło na pióro. Z początku nic się nie działo, ale po chwili spomiędzy moich palców wystrzelił blask, który mnie oślepił. Upuściłam wisiorek, zakryłam twarz rękami i się odsunęłam jak najdalej. Szkło coraz bardziej rozcinało mi skórę na kolanach. Usłyszałam brzęk tłuczonego szkła i przez chwilę poczułam wiatr. Potem ciepło rozchodzące się po moim ciele i objęcia silnych ramion. Otworzyłam oczy. Nadal słabo widziałam, ale blask już zniknął. Musiałam się przyzwyczaić do półmroku. Dopiero teraz mogłam stwierdzić, że w objęciach trzymał mnie Alex.

– Czy to naprawdę ty? Prawdziwy ty? – Spytałam przez łzy.

– Tak to ja aniele. – Powiedział, ścierając mi łzy. Teraz byłam już pewna, ze to on.

– Musimy uciekać. – Szepnęłam, ale było już za późno. Usłyszałam huk, a potem gardłowy warkot. Odwróciłam szybko głowę. Na wywarzonych drzwiach stał duży srebrzystoszary wilk, obnażając kły. Od tego momentu wszystko działo się jak w zwolnionym tempie. Alex odepchnął mnie na bok, a sam schował swoje czarne skrzydła.

– Crowley… Znów się spotykamy… – Powiedział. Wilk rzucił się na niego, a czarnowłosy zatoczył się do tyłu. Złapał go za futro i cisnął nim o ścianę. Crowley zamknął oczy i się po niej osunął, ale po chwili znów był gotów do dalszej walki. Wyrwał do przodu i naskoczył łapami na Alexa, przewracając go na plecy. Miał rozciętą pazurami koszulę, a na jego piersi widoczne były cztery krwawe rany.

– Nie! Alex! – Krzyknęłam. Co według większości osób byłoby pewnie błędem, bo wilk podniósł łeb i skierował kroki w moją stronę. Z trudem dźwignęłam się na nogi i wyprostowałam. Właściwie to nie miałam już, czym w niego rzucić. Chyba, że… Zdjęłam buty i cisnęłam nimi. Pierwszy nie trafił, a drugim dostał w głowę. Wilk wydał zduszony odgłos, brzmiało to jak coś pomiędzy kaszlem, a śmiechem. No tak… bo co ja mu zrobię butem. Rozwaliła mnie moja bezmyślność. Crowley podszedł na tyle blisko, ze czułam na twarzy jego śmierdzący, zwierzęcy oddech. Machnął łapą, uderzając mnie z taką siłą, że znalazłam się na przeciwległej ścianie. Poczułam ostry ból głowy, a moich uszu dobiegł głośny dźwięk. Jakby ktoś krzyczał. Po chwili zrozumiałam, że to ja. Umilkłam. Próbowałam się podnieść, ale na próżno. Świat wirował mi przed oczami, a mięśnie odmawiały posłuszeństwa. Czy to już koniec? Pytałam sama siebie. Znowu huk. Nie wiedziałam, co się dzieje. Trzaski, łomoty, odgłosy walki. Zawroty głowy już prawie ustały. Zobaczyłam Alexa, który przyciskał Crowleya do podłogi i starał się go obezwładnić. Prawda była taka, że nie znałam się na walce, a już tym bardziej nie miałam pojęcia, jak zabić wilkołaka. W mitach mówili, że srebro je parzy, czy coś takiego, ale nie było pewności czy to prawda, zresztą, skąd miałam tutaj wziąć coś srebrnego?

– Weź wisiorek! – Krzyknął do mnie Alex. No tak, przecież był ze srebra. Wstałam z trudem i pokuśtykałam w stronę wisiorka. Teraz anioł leżał na plecach, a wilk napierał na niego. Musiałam szybko działać. Trzask! Crowley leżał pod ścianą, a Alex dźwignął się do góry. Szybko złapałam wisiorek i rzuciłam do niego. A on chwycił go w dłoń i ją zamknął. Wydobywało się z niej jakby niebieskie światło. Ani się obejrzałam, a anioł trzymał w ręku sztylet zdobiony w winorośl. Kilkoma szybkimi ruchami nakreślił na piersi wilka niezbyt skomplikowany wzór, pozostawiając krwawiące rany. Odwróciłam wzrok starając się nie zemdleć. Właśnie z tego powodu nigdy nie pójdę na medycynę… Znów poczułam zawroty głowy, a przed moimi oczami zaczęły migać plamki czerni, aż w końcu całą mnie pochłonęły…

 

***

 

Otworzyłam lekko oczy. Niebo było już granatowe. Przepiękne.

-Alex! – Natychmiast poderwałam się do góry, ale zaraz tego pożałowałam. Poczułam ostru ból barku i głowy.

– Spokojnie. Nie podnoś się. Mocno oberwałaś, leż – chwycił mnie za dłoń. – To była moja wina. Nie powinienem…

– To nie twoja wina! – Przerwałam mu. – To ja byłam taka głupia i naraziłam nas oboje. – Usiadłam nie zważając na ból i dopiero teraz zauważyłam, że znajdujemy się na dachu, choć to nie zmieniało faktu, że byłam zła na Alexa, że brał całą winę na siebie.

– Nie. To tylko i wyłącznie moja wina. – Nie mógł odpuścić. Już otworzyłam usta, żeby zaprotestować, ale poczułam jego ciepłe wargi na swoich. Rozpłynęłam się w pocałunku, zapominając o oddychaniu. Gdyby go nie przerwał z pewnością udusiłabym się. Przy nim zapominałam o całym świecie. Równie dobrze nic ani nikt poza Alexem mógłby dla mnie nie istnieć.

– Kocham cię. – Szepnął mi do ucha

– Ja ciebie tez. – Odpowiedziałam równie cicho, z trudem powstrzymując łzy. Emocje brały górę. Wszystkie sytuacje się piętrzyły. Wszystkie smutki, szczęścia, zaskoczenia i bojaźni. Aż w końcu coś we mnie pękło. Strumień łez spłynął mi po policzkach.

– Czemu płaczesz? – Spytał mnie swoim aksamitnym głosem, przytulając mocniej do siebie.

– Nie wiem… bo wróciłeś… bo… czuję się już bezpieczna… bałam się… – starłam łzy nadgarstkiem. – Nie zostawiaj mnie już. Proszę. – Powiedziałam niemalże szeptem. – Nie zniosłabym myśli, żebyś znowu miał zniknąć z mojego życia na tak długo.

– Już nigdy więcej. Obiecuję – i jakby na potwierdzenie pocałował mnie namiętnie. – Chodźmy już, jest późno, a za tobą bardzo ciężki dzień. – Powiedział, po czym wziął mnie na ręce i wzbił się w powietrze. Ja nawet nie wiedząc kiedy, zasnęłam w jego ramionach, choć z całych sił próbowałam nie zasnąć.

 

Koniec 😉

// „Moje największe dzieło UKOŃCZONE!!!!!!!” by Dexter XD

opowiadanie dość długo leżało odłogiem i czekało, aż je przepiszę, ale w końcu się udało. Końcówkę pisałam dziś ok pierwszej w nocy wiec nie do końca wyszła… ;/

No.. i mam niby pomysł na kolejne opowiadanie, ale nie wiem kiedy powstanie w całości…//

Możliwość komentowania Gra cz.3 została wyłączona