Gru 30 2011

Gra cz. 2

Published by at 00:11 under Opowiadania

Szyfr…szyfr… szyfr… – powtarzałam cicho. – Szyfr powinien składać się z cyfr… Skąd te cyfry… – mój wzrok padł na nagrobek. No tak… przecież daty to nic innego jak cyfry. Ale która? Śmierci czy urodzin? Najsensowniejsza wydawała mi się data śmierci, bo po pierwsze śmierć kojarzy się raczej ze złem, więc zły gość wybrałby raczej zło, a po drugie to jestem właściwie na cmentarzu, na który przychodzi się z powodu czyjejś śmierci, a nie narodzin. Szybko wstukałam w komórkę daty (na wszelki wypadek obie) i skierowałam się biegiem na ul. Słowackiego. Była ok. 10 min. Marszem od cmentarza. Po drodze nie mijałam już tylu ludzi, co wcześniej. Biegnąc spojrzałam na zegarek 20:18. Gdzie ja zgubiłam te wszystkie godziny? Czy naprawdę straciłam tak dużo czasu na cmentarzu? Przynajmniej teraz miałam ułatwione zadanie, bo nie musiałam biegać slalomem między przechodniami i szybko znalazłam się w odpowiednim miejscu. Mijałam kolejne wieżowce. Szukałam numeru 19, bo podejrzewałam, ze pierwsza część daty to właśnie numer domu, a druga mieszkania. 15… 17… 19… Stanęłam przed drzwiami zastanawiając się, co zrobię jak już tam dotrę, kiedy zamek drzwi zaczął charakterystycznie brzęczeć, zwalniając blokadę. Zupełnie, jakby ktoś zapraszał mnie do środka. Otworzyłam niepewnie drzwi i weszłam na klatkę schodową. Ściany były obdrapane, a farba obłaziła z nich płatami. Podeszłam do windy, ale nie wyglądała zbyt bezpiecznie. Przeraziłam się wizją mnie sunącej w zastraszającym tempie w dół razem z windą. Wzdrygnęłam się i postanowiłam pójść schodami. Moje kroki odbijały się echem. Na kolejnym już piętrze zobaczyłam uchylone drzwi do jednego z mieszkań. Podeszłam bliżej. Słyszałam swoje serce, które biło w zastraszającym tempie. Weszłam do środka. Panował tu półmrok, tylko nieliczne świeczki oświetlały przedpokój. Na podłodze leżały płatki róż. Zrobiłam kilka kroków, przy każdym z nich deski niemiłosiernie trzeszczały. Drzwi za mną się zatrzasnęły. Odwróciłam się i próbowałam je otworzyć szarpiąc za klamkę, ale się nie udało. Było tu zarazem mrocznie jak i romantycznie. Podążyłam ścieżką róż do kolejnych drzwi. Otworzyłam je i stanęłam w progu. Zamurowało mnie. Pod oknem stał do mnie tyłem chłopak i obserwował gwiazdy. Jego czarne półdługie włosy pozostawały w lekkim nieładzie. Miał na sobie czarną koszulę, przez którą doskonale widać było jego umięśnioną sylwetkę. Tylko jeden, krótki rzut oka pozwolił mi stwierdzić, kto to jest.

– Alex – wyszeptałam, a z oczu popłynęły mi łzy. Odwrócił się powoli, a w dłoni trzymał czerwoną różę.

– Kira… – powiedział tym swoim aksamitnym głosem. Teraz już totalnie się rozkleiłam. – Podeszłam do niego i się przytuliłam, on również mnie objął.

– Tak się bałam… rano dostałam list… i… wisiorek… on mi go zabrał… potem byłam na cmentarzu… – dukałam przez łzy. Nie potrafiłam mu tego opowiedzieć. Cała się trzęsłam z nadmiaru emocji, ale nie tak bałam się jak wcześniej, bo teraz był ze mną Alex.

– Musimy uciekać! On chce cię zabić… – powiedziałam, nadal trzymając go mocno w objęciach. Alex nie poruszył się. Nie wydawał się nawet być tym zaskoczony. Zupełnie jakby było mu to obojętne.

– Alex…? – Podniosłam głowę, żeby spojrzeć mu w oczy, ale mój wzrok zatrzymał się na szybie. Nasze odbicie… Nie zgadzało mi się to. To nie był Alex. Miał długie czarne włosy do pasa, Nie tak atletyczną posturę jak on. A w odbiciu róż, którą trzymał była czarna. To mi wystarczyło. Odskoczyłam od niego jak najdalej mogłam. Taka sama róża była na nagrobku.

– Nie jesteś Alexem! Co z nim zrobiłeś?! Gdzie jest?! – Znów zaczęłam płakać.

– Przecież to ja skarbie. O co ci chodzi? – Podszedł do mnie kilka kroków rozkładając ręce, tak jakby chciał mnie przytulić.

– Nie zbliżaj się do mnie! – Krzyknęłam i złapałam coś, co akurat miałam pod ręką i cisnęłam tym w niego. Trafiłam.

– Tak pogrywasz?! – Krzyknął już swoim zachrypniętym głosem, po czym zaczął się przemieniać. Przede mną stała postać, którą widziałam w odbiciu. – Już niedługo. – Uśmiechnął się szyderczo.

– Co to ma znaczyć?! Czego ode mnie chcesz?! – Wrzasnęłam.

– Ty?! Ty myślisz, że czegoś od ciebie chcę… hahaha.. – Zaśmiał się gorzko – ty służysz tylko jako przynęta. Potem zabiję cię, tak, żeby twój chłoptaś cierpiał. Będzie patrzył na twoją śmierć! A potem zrobię to samo z nim.

– Jestem Crowley, wilkołak… – Powiedział spokojnie i z wyższością. Właściwie to nie zaskoczyło mnie to, ze nie jest człowiekiem. Po tym jak dowiedziałam się o tym, że Alex jest aniołem nic mnie chyba już nie zdziwi.

– On nie przyleci. – Powiedziałam cicho ze smutkiem – zniknął dawno temu.

– Hahaha… oj naiwna dziewczyno… cały czas był tutaj. Nigdzie się nie oddalał.

– Nie możesz tego wiedzieć! Nie możesz! – Krzyczałam. Dlaczego miałby być tutaj? Powiedział, że jeśli go będę potrzebować, to… ten wisiorek…

– Oddaj mi wisiorek! – Nie odezwał się – Oddaj mi wisiorek! – Powtórzyłam, a Crowley jakby nigdy nic minął mnie, wyszedł i zamknął drzwi na klucz. Co on sobie wyobraża?! Zaczęłam szarpać za klamkę i kopać w drzwi.

– Wypuść mnie! Wypuść!

C.D.N.

Możliwość komentowania Gra cz. 2 została wyłączona