Cze 19 2011

Gra cz 1.

Published by at 17:25 under Opowiadania

//Z dedyką dla Liliann//

Obudził mnie głośny dźwięk budzika. Chociaż była sobota, to i tak wolałam wstać wcześniej. W telewizji zapowiadali, że  ma być ładna pogoda i postanowiłam to wykorzystać. Chciałam pojechać rowerem gdzieś nad morze. Nic specjalnego, ale lubię aktywnie spędzać czas.

Wyłączyłam budzik, przetarłam oczy i przeciągnęłam się ziewając przy tym. Przesunęłam ręką po stoliku nocnym, w celu zlokalizowania mojego wisiorka, który kiedyś dostałam od Alexa. Zamiast tego natrafiłam dłonią na kartkę papieru, której tam nie kładłam. Podniosłam się i przyjrzałam dokładnie. To był liścik.

 

„Mam coś bardzo dla ciebie ważnego.

Szukaj wskazówek, a być może to odzyskasz.”

Co to ma  być?! Byłam wściekła. Wiedziałam, że chodzi o wisiorek. Nic nie było dla mnie tak cenne. Alex dał mi go, zanim zniknął. Powiedział, że kiedy będę go potrzebować, będę wiedzieć jak go użyć.

Ubrałam się szybko, uczesałam się, umyłam i wybiegłam z domu ściskając w ręku kartkę. Nawet nie zdążyłam zjeść śniadania. Nie wiedziałam gdzie mam biec. Po prostu pędziłam przed siebie, potrącając przechodniów idących do pracy, a ci odwracali się i często krzyczeli coś za mną albo wygrażali pięścią, ale mnie to nie obchodziło. Teraz liczył się dla mnie jeden cel. Znaleźć wskazówkę. I nagle coś mnie olśniło. Zatrzymałam się raptownie. I pobiegła powrotem do domu. Byłam tak zdenerwowana, że nie poszukałam tam rozwiązania. Miałam ochotę palnąć się w ten pusty łeb. Zmęczenie ciągłym biegiem było coraz silniejsze, więc resztę drogi przeszłam szybkim marszem, z trudem łapiąc powietrze.

Otworzyłam drzwi do mieszkania z hukiem i natychmiast skierowałam się do mojego pokoju, skąd zamierzałam rozpocząć poszukiwania. Wyrzuciłam wszystko z szafek i szaf, ale nic nie znalazłam. Nawet nie wiedziałam czego mam szukać. Dalej pobiegłam do kuchni. Tu wszystko wyglądało normalnie, poza siatką cytryn na stole. Zastanawiałam się chwilę po co mama kupiła aż tyle cytryn i doszłam do wniosku, ze pewnie będzie wypróbowywać jakiś przepis na ciasto cytrynowe. W tym pomieszczeniu również przejrzałam wszystkie szafki (pozostawiając jednak ich zawartość w porządku), a nawet zajrzałam do lodówki (przy okazji wzięłam coś na szybko do zjedzenia, bo burczało mi już w brzuchu). [Dop. aut.: ciekawe czy nie było tam takiego zielonkawo białego meszku…]

Sprawdziłam jeszcze łazienkę, pokój moich rodziców i rodzeństwa, ale tam też nic nie było. Został mi już tylko salon. Tylko przekroczyłam próg, a na stole zobaczyłam dwie zapalone świeczki. Rodzice byli już dawno w pracy i na pewno nie byliby aż tacy nieodpowiedzialni zostawiając je zapalone. Podeszłam bliżej, przyjrzałam się im dokładnie, ale nie było w nich nic nadzwyczajnego. To były tylko najnormalniejsze z możliwych świeczek. Usiadłam na fotelu załamana. Byłam już pewna, że przegrałam. Wtedy zaczęła mnie uwierać kartka, którą złożyłam i włożyłam do kieszeni. Wyjęłam ją, rozłożyłam i przyjrzałam się jej. Nic poza tymi 13 słowami. No tak… 13… pechowa liczba… I to był ten moment w którym mój mózg doznał olśnienia i połączył ze sobą świeczki (a dokładniej ogień), cytryny (A dokładniej ich sok) i kartkę, którą trzymałam w ręku (a dokładniej wolne miejsce na niej). Mama wcale nie kupiła tych cytryn… To była właśnie moja wskazówka. Czytałam gdzieś o trikach z niewidzialnym pisaniem sokiem od cytryny, a potem odczytywaniem tego, przystawiając do ognia. Tak też zrobiłam, a moim oczom ukazały się kolejne litery, a potem wyrazy.

 

„Czas ucieka

Wieczność czeka”

– Zagadka?! O nie… a do tego, o tym, że kończy mi się czas… wieczność… On chce mnie zabić…?! Zabić… – powtórzyłam cicho – śmierć… śmierć… śmierć… Cmentarz!!! – wrzasnęłam i wybiegłam z domu.  Byłam zadowolona, że mój mózg zaczął działać szybciej, a nie tak jak na początku. Do najbliższego cmentarza było jakieś 40 min na piechotę. Postanowiłam skorzystać z komunikacji miejskiej i pobiegłam na przystanek autobusowy. Czekałam ok. kwadransa. W środku było prawie pusto, ale zanim zajęłam miejsce wyjęłam z portfela bilet i chciałam go skasować (zawsze noszę na zapas). Rozejrzałam się po busie w celu zlokalizowania kasownika i zobaczyłam kolejną kartkę, przyklejoną właśnie do niego. Podeszłam, zerwałam papier, skasowałam bilet  i usiadłam. Dopiero teraz mogłam spokojnie przyjrzeć się listowi.

 

„ Dobrze kombinujesz kotku.

Na miejscu znajdziesz kolejną zagadkę.”

Ten gość zaczyna mnie irytować – pomyślałam. – jak śmie nazywać mnie kotkiem?! Jechałam wkurzona przez resztę podróży. Kiedy znalazłam się  już na miejscu, stanęłam przed bramą, w którą wetknięta była koperta. Wyjęłam ją i otworzyła. Nie byłam pewna czy chcę czytać treść kolejnej zagadki, ale nie miałam wyjścia. Drżącymi rękami rozłożyłam kartkę i przeczytałam wolno jej treść.

 

„Grób nr 8

Aleja 16

A twój aniołek

Być może nie zaśnie”

Właściwie  to ta zagadka nie była trudna, ale zmartwiło mnie, że wspomniał o Alexie. Czy on wie gdzie teraz jest? Dlaczego chce go zabić? Czy on go więzi? Pytania nasuwały mi się jedno po drugim, ale nie miałam teraz czasu. Musiałam się pospieszyć. Krążyłam alejkami cmentarza, aż w końcu znalazłam tą właściwą. Nie było to trudne. Teraz pozostało mi już tylko znaleźć grób 8…

W końcu znalazłam. Na marmurze leżała czarna róża z przywiązaną kartką. Kolejna zagadka? Sięgnęłam po kartkę i przeczytałam ją kilka razy.

 

„Idąc po schodach,

Znajdziesz mieszkanie.

Litery wskażą drogę,

A szyfr rozwiązanie.”

Jestem na cmentarzu! Skąd ja mam wziąć tu schody i mieszkanie?! – krzyknęłam w niebo, a echo rozniosło się po całym cmentarzu. Wzdrygnęłam się. Wcześniej nie zwróciłam uwagi, że jestem tu tylko ja. Żeby się zastanowić usiadłam na grobie. Pomyślałam, że Teodor Słowacki się nie obrazi…

– No właśnie… Słowacki!! Słowackiego! „Litery wskażą drogę”! Tu chodziło o nazwę ulicy! – Zaczęłam pokrzykiwać do siebie – ale co z szyfrem…? Szyfr…szyfr… szyfr…

 

Cd.n.

Możliwość komentowania Gra cz 1. została wyłączona