Gru 30 2010

Upadek

Published by at 20:38 under Opowiadania

Znów miał się zjawić. W tym samym miejscu i o tej samej godzinie. Nie było go. Jeszcze wczoraj, zanim odleciał, obiecał mi, że będzie, a on spóźniał się już pół godziny. Nigdy się nie spóźnił. Miałam złe przeczucia, ale zamierzałam tu czekać, choćby aż do świtu… 40min… 50 min… 1h… Wielki dzwon na wieży wybił 1 w nocy…

W końcu się zjawił, ale nie w takiej okazałości, co zawsze. Jego wielkie śnieżno białe skrzydła, teraz były szare, długie czarne włosy pozostawały w nieładzie, a ubranie było brudne i poszarpane. W jego zielonych oczach widziałam udrękę. Na jego widok po policzkach popłynęły mi łzy.

– To przeze mnie, prawda? – Nie potrzebowałam odpowiedzi. Wiedziałam, że jest teraz na skraju upadku, tylko dlatego, że spotyka się ze śmiertelniczką. – Przepraszam – wyszeptałam. Chciałam do niego podejść, wtulić się w niego, ale on musiał teraz podjąć decyzję. Mimo tego wszystkiego, nie potrafiłam wyobrazić sobie dalszego życia bez niego. Staliśmy tak dłuższą chwilę wpatrując się w siebie. Alex ruszył w moją stronę, bardzo szybko znalazł się obok. Poczułam jak jedną ręką obejmuje mnie i przyciąga do siebie. Drugą wplótł w moje włosy.

– Kocham cię i nikt tego nie zmieni. – To były pierwsze słowa, które powiedział do mnie tej nocy. Jego głos zawsze wzbudzał we mnie wiele emocji, ale jeszcze nigdy jego słowa tak mną nie wstrząsnęły. Wolał odwrócić się od Boga, żeby być ze mną?

Nasze usta złączyły się w pocałunku. Czułam ciepło rozchodzące się po moim ciele, jego ręce oplatające moje ciało, jego miękkie skrzydła otulające mnie, jego przyspieszony oddech i… ten wiatr, który nagle się zerwał.

Alex odsunął się ode mnie. Widziałam ból wypisany na jego twarzy. Teraz nie było już odwrotu. Musiał upaść i oboje doskonale o tym wiedzieliśmy. Wokół nas zaczęło latać mnóstwo białych piór. Wszystkie pochodziły z jego skrzydeł, których biały puch zastąpił teraz czarny.

Wiatr ustał, a pierze opadło na ziemię. Teraz to ja podbiegłam do Alexa. Wpadłam na niego z takim impetem, że omal go nie przewróciłam. Łzy zaczęły ciec mi z oczu jedna po drugiej.

– Przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam… – Szeptałam nieustannie. On złapał mnie za podbródek u uniósł mi głowę, zmuszając do spojrzenia mu w oczy.

– Teraz możemy zacząć wszystko od początku. Bez przeszkód i pohamowań.

Nachylił się i pocałował mnie tak jak jeszcze nigdy, po czym objął mocno rękami i odlecieliśmy w noc…

//Ten pierwszy raz zawsze najtrudniejszy, ale mam nadzieję, że nie było najgorsze…//

Możliwość komentowania Upadek została wyłączona