Sty 02 2012

Sylwestrowo!!

Published by under Opowiadania

Za 10 minut północ, a ja z Alexem siedzieliśmy sobie spokojnie na dachu wieżowca w centrum miasta czekając a żeby przywitać nowy rok. Nie powinno mnie tu być. Powiedziałam rodzicom, że nocuję u przyjaciółki. Tak, jak co roku była u niej impreza. Najbliższe grono. Ona oczywiście zgodziła się mnie kryć. Jej rodzice mieli wrócić dopiero koło 3:00 nad ranem. Alex „wypożyczył mnie” od niej jakieś dwie godziny temu i miał zwrócić koło 2:00. Byłam spięta. Nie zdarzało mi się być nieposłuszną. Miałam wrażenie, że w każdej chwili może zadzwonić moja mama, żeby mnie sprawdzić.

W dole słychać było tłumy zbierające się na placu, a chwilę później odliczanie:

– 10… 9… 8… 7… 6… 5… 4… 3… 2… 1… Szczęśliwego nowego roku! – Słychać było gwizdy i wiwaty.

– Szczęśliwego nowego roku skarbie. – Powiedział Alex i pocałował mnie w czoło. Uśmiechnęłam się i położyłam na plecy, by oglądać pokaz fajerwerków.

– Tobie też. – Odpowiedziałam radośnie, a on położył się obok mnie. Pierwsza salwa fajerwerków ze świstem poszybowała ku niebu. Oglądaliśmy kolorowe, magiczne przedstawienie. Sztuczne ognie układały się w najrozmaitsze kształty. Niektóre, wydawać by się mogło, zasłaniały całe niebo. Ta noc była niemal tak jasna jak dzień.

Godzinę później, (choć dla mnie wydawała się ona chwilą) pokaz się skończył. Cały ten czas leżałam z Alexem wtulona w niego. Chociaż była zima, nie czułam tego. Przed wiatrem chroniły mnie jego aksamitne skrzydła. Teraz niestety musieliśmy już się zbierać. Latanie w dzisiejszą noc byłoby niebezpieczne, dlatego musieliśmy iść pieszo. Trochę czasu nam zeszło, bo moja przyjaciółka mieszka daleko od centrum, ale nie przejmowaliśmy się tym. To był tylko nasz czas. Nasz wspólny czas.

Ledwie stanęliśmy pod drzwiami, a one się otworzyły.

– Gdzie wy tak długo byliście?! Dzwoniłam do ciebie chyba ze 100 razy.

– Przepraszam – powiedziałam ze skruchą – telefon mi padł…

– Właź szybko, bo zaraz moi rodzice przyjdą.

– Dobra już, dobra. Daj mi chwilę. – Drzwi się zamknęły, a ja z Alexem znów zostaliśmy sami. Zgasło światło, ale żadnemu z nas nie chciało się go ponownie zapalać. W milczeniu odnaleźliśmy swoje dłonie i spletliśmy ze sobą palce i nasze usta się spotkały. Łapczywie szukały bliskości, bezgranicznie się w sobie zatapiając. Tych kilka godzin to było za mało, żeby się sobą nacieszyć. Oto światło na klatce ponownie się zapaliło, a z dołu dobiegały kroki i znajome głosy. Alex niemal natychmiast się ulotnił przez otwarte okno, a ja wślizgnęłam się cicho do mieszkania. Zdjęłam buty i kurtkę, a rodzice mojej przyjaciółki zastali mnie grającą w butelkę z resztą towarzystwa.

Ciekawe, kiedy znów się zobaczymy…? – pomyślałam

//a takie krótkie, wzięła mnie wena, kiedy poleciały pierwsze fajerwerki. Może nie jestem do końca zadowolona z opka, ale cieszę się, że wena powraca. A tak w ogóle to „wena jest King-konga”

6 349 komentarzy

Gru 31 2011

Nowy rok!

Published by under Ogólna

Z całego serca życzę wszystkim szczęśliwego nowego roku. Spełnienia postanowień noworocznych, w szczególności. Oczywiście, ja standardowo: więcej się uczyć, mieć porządek w pokoju, robić to co niemożliwe oczywiście. Ale chcę też w tym roku zacząć więcej pisać. Jestem w liceum pół roku i zdążyłam się zorientować, że mam więcej czasu niż w liceum. W ciągu roku napisałam zaledwie 3 opowiadania i jestem tym zawiedziona. Teraz chcę więcej czasu poświęcać na pisanie, czytanie książek i rozwijanie się pod tym kątem. Chociaż jestem w mat – fiz – infie, to chcę się rozwijać również pod kątem literackim. Tak więc takie są moje postanowienia noworoczne i pewnie jak zwykle nic z tego nie będzie… 🙁

1 559 komentarzy

Gru 30 2011

Gra cz.3

Published by under Ogólna

– Wypuść mnie! Wypuść! – po kilku minutach byłam już zmęczona, a dłonie i stopy miałam już bardzo obolałe. Zostałam w pokoju sama. Oparłam się plecami o drzwi i zsunęłam się bezsilna na podłogę. Schowałam twarz w dłoniach. Co mam zrobić? Jak się wydostać? Podniosłam głowę i rozejrzałam się po pokoju. Nie był duży. Powiedziałabym, że  jakieś 4 na 5 metrów. Ściany były beżowe. Dokładnie naprzeciwko drzwi było duże okno, obok niego, po lewej stronie była szafa i komoda, a po prawej szafka nocna i łóżko ustawione w rogu. Podeszłam do szafy i otworzyłam ją. Była pusta. Dalej komoda. Też nic. Zaczęłam iść w stronę szafki nocnej, ale na coś nadepnęłam, usłyszałam jak chrzęści mi pod stopami. Szkło z zepsutej ramki. To prawdopodobnie tym rzuciłam w Crowleya. Spośród odłamków podniosłam zdjęcie. Przedstawiało mnie i Alexa na plaży. Siedzieliśmy na piasku i obserwowaliśmy wodę. Odbijał się w niej księżyc. On obejmował mnie jedną ręką , a ja starałam się być wtedy jak najbliżej niego. Wtulona w jego pierś czułam się bezpieczna.  Tej nocy wszystko się zmieniło. Alex odszedł i zostawił mnie. Opuściłam dłonie, a mój wzrok padł na połyskujące wśród odłamków pióro ze srebra. Mój wisiorek! Upadłam na kolana, prosto w szkło. Pokaleczyłam je, ale ból teraz mnie nie obchodził. Wygrzebałam wisiorek i ścisnęłam go w dłoniach. Nawet nie zauważyłam, kiedy z moich oczu znowu pociekły łzy. Kilka z nich spadło na pióro. Z początku nic się nie działo, ale po chwili spomiędzy moich palców wystrzelił blask, który mnie oślepił. Upuściłam wisiorek, zakryłam twarz rękami i się odsunęłam jak najdalej. Szkło coraz bardziej rozcinało mi skórę na kolanach. Usłyszałam brzęk tłuczonego szkła i przez chwilę poczułam wiatr. Potem ciepło rozchodzące się po moim ciele i objęcia silnych ramion. Otworzyłam oczy. Nadal słabo widziałam, ale blask już zniknął. Musiałam się przyzwyczaić do półmroku. Dopiero teraz mogłam stwierdzić, że w objęciach trzymał mnie Alex.

– Czy to naprawdę ty? Prawdziwy ty? – Spytałam przez łzy.

– Tak to ja aniele. – Powiedział, ścierając mi łzy. Teraz byłam już pewna, ze to on.

– Musimy uciekać. – Szepnęłam, ale było już za późno. Usłyszałam huk, a potem gardłowy warkot. Odwróciłam szybko głowę. Na wywarzonych drzwiach stał duży srebrzystoszary wilk, obnażając kły. Od tego momentu wszystko działo się jak w zwolnionym tempie. Alex odepchnął mnie na bok, a sam schował swoje czarne skrzydła.

– Crowley… Znów się spotykamy… – Powiedział. Wilk rzucił się na niego, a czarnowłosy zatoczył się do tyłu. Złapał go za futro i cisnął nim o ścianę. Crowley zamknął oczy i się po niej osunął, ale po chwili znów był gotów do dalszej walki. Wyrwał do przodu i naskoczył łapami na Alexa, przewracając go na plecy. Miał rozciętą pazurami koszulę, a na jego piersi widoczne były cztery krwawe rany.

– Nie! Alex! – Krzyknęłam. Co według większości osób byłoby pewnie błędem, bo wilk podniósł łeb i skierował kroki w moją stronę. Z trudem dźwignęłam się na nogi i wyprostowałam. Właściwie to nie miałam już, czym w niego rzucić. Chyba, że… Zdjęłam buty i cisnęłam nimi. Pierwszy nie trafił, a drugim dostał w głowę. Wilk wydał zduszony odgłos, brzmiało to jak coś pomiędzy kaszlem, a śmiechem. No tak… bo co ja mu zrobię butem. Rozwaliła mnie moja bezmyślność. Crowley podszedł na tyle blisko, ze czułam na twarzy jego śmierdzący, zwierzęcy oddech. Machnął łapą, uderzając mnie z taką siłą, że znalazłam się na przeciwległej ścianie. Poczułam ostry ból głowy, a moich uszu dobiegł głośny dźwięk. Jakby ktoś krzyczał. Po chwili zrozumiałam, że to ja. Umilkłam. Próbowałam się podnieść, ale na próżno. Świat wirował mi przed oczami, a mięśnie odmawiały posłuszeństwa. Czy to już koniec? Pytałam sama siebie. Znowu huk. Nie wiedziałam, co się dzieje. Trzaski, łomoty, odgłosy walki. Zawroty głowy już prawie ustały. Zobaczyłam Alexa, który przyciskał Crowleya do podłogi i starał się go obezwładnić. Prawda była taka, że nie znałam się na walce, a już tym bardziej nie miałam pojęcia, jak zabić wilkołaka. W mitach mówili, że srebro je parzy, czy coś takiego, ale nie było pewności czy to prawda, zresztą, skąd miałam tutaj wziąć coś srebrnego?

– Weź wisiorek! – Krzyknął do mnie Alex. No tak, przecież był ze srebra. Wstałam z trudem i pokuśtykałam w stronę wisiorka. Teraz anioł leżał na plecach, a wilk napierał na niego. Musiałam szybko działać. Trzask! Crowley leżał pod ścianą, a Alex dźwignął się do góry. Szybko złapałam wisiorek i rzuciłam do niego. A on chwycił go w dłoń i ją zamknął. Wydobywało się z niej jakby niebieskie światło. Ani się obejrzałam, a anioł trzymał w ręku sztylet zdobiony w winorośl. Kilkoma szybkimi ruchami nakreślił na piersi wilka niezbyt skomplikowany wzór, pozostawiając krwawiące rany. Odwróciłam wzrok starając się nie zemdleć. Właśnie z tego powodu nigdy nie pójdę na medycynę… Znów poczułam zawroty głowy, a przed moimi oczami zaczęły migać plamki czerni, aż w końcu całą mnie pochłonęły…

 

***

 

Otworzyłam lekko oczy. Niebo było już granatowe. Przepiękne.

-Alex! – Natychmiast poderwałam się do góry, ale zaraz tego pożałowałam. Poczułam ostru ból barku i głowy.

– Spokojnie. Nie podnoś się. Mocno oberwałaś, leż – chwycił mnie za dłoń. – To była moja wina. Nie powinienem…

– To nie twoja wina! – Przerwałam mu. – To ja byłam taka głupia i naraziłam nas oboje. – Usiadłam nie zważając na ból i dopiero teraz zauważyłam, że znajdujemy się na dachu, choć to nie zmieniało faktu, że byłam zła na Alexa, że brał całą winę na siebie.

– Nie. To tylko i wyłącznie moja wina. – Nie mógł odpuścić. Już otworzyłam usta, żeby zaprotestować, ale poczułam jego ciepłe wargi na swoich. Rozpłynęłam się w pocałunku, zapominając o oddychaniu. Gdyby go nie przerwał z pewnością udusiłabym się. Przy nim zapominałam o całym świecie. Równie dobrze nic ani nikt poza Alexem mógłby dla mnie nie istnieć.

– Kocham cię. – Szepnął mi do ucha

– Ja ciebie tez. – Odpowiedziałam równie cicho, z trudem powstrzymując łzy. Emocje brały górę. Wszystkie sytuacje się piętrzyły. Wszystkie smutki, szczęścia, zaskoczenia i bojaźni. Aż w końcu coś we mnie pękło. Strumień łez spłynął mi po policzkach.

– Czemu płaczesz? – Spytał mnie swoim aksamitnym głosem, przytulając mocniej do siebie.

– Nie wiem… bo wróciłeś… bo… czuję się już bezpieczna… bałam się… – starłam łzy nadgarstkiem. – Nie zostawiaj mnie już. Proszę. – Powiedziałam niemalże szeptem. – Nie zniosłabym myśli, żebyś znowu miał zniknąć z mojego życia na tak długo.

– Już nigdy więcej. Obiecuję – i jakby na potwierdzenie pocałował mnie namiętnie. – Chodźmy już, jest późno, a za tobą bardzo ciężki dzień. – Powiedział, po czym wziął mnie na ręce i wzbił się w powietrze. Ja nawet nie wiedząc kiedy, zasnęłam w jego ramionach, choć z całych sił próbowałam nie zasnąć.

 

Koniec 😉

// „Moje największe dzieło UKOŃCZONE!!!!!!!” by Dexter XD

opowiadanie dość długo leżało odłogiem i czekało, aż je przepiszę, ale w końcu się udało. Końcówkę pisałam dziś ok pierwszej w nocy wiec nie do końca wyszła… ;/

No.. i mam niby pomysł na kolejne opowiadanie, ale nie wiem kiedy powstanie w całości…//

4 018 komentarzy

Gru 30 2011

Gra cz. 2

Published by under Opowiadania

Szyfr…szyfr… szyfr… – powtarzałam cicho. – Szyfr powinien składać się z cyfr… Skąd te cyfry… – mój wzrok padł na nagrobek. No tak… przecież daty to nic innego jak cyfry. Ale która? Śmierci czy urodzin? Najsensowniejsza wydawała mi się data śmierci, bo po pierwsze śmierć kojarzy się raczej ze złem, więc zły gość wybrałby raczej zło, a po drugie to jestem właściwie na cmentarzu, na który przychodzi się z powodu czyjejś śmierci, a nie narodzin. Szybko wstukałam w komórkę daty (na wszelki wypadek obie) i skierowałam się biegiem na ul. Słowackiego. Była ok. 10 min. Marszem od cmentarza. Po drodze nie mijałam już tylu ludzi, co wcześniej. Biegnąc spojrzałam na zegarek 20:18. Gdzie ja zgubiłam te wszystkie godziny? Czy naprawdę straciłam tak dużo czasu na cmentarzu? Przynajmniej teraz miałam ułatwione zadanie, bo nie musiałam biegać slalomem między przechodniami i szybko znalazłam się w odpowiednim miejscu. Mijałam kolejne wieżowce. Szukałam numeru 19, bo podejrzewałam, ze pierwsza część daty to właśnie numer domu, a druga mieszkania. 15… 17… 19… Stanęłam przed drzwiami zastanawiając się, co zrobię jak już tam dotrę, kiedy zamek drzwi zaczął charakterystycznie brzęczeć, zwalniając blokadę. Zupełnie, jakby ktoś zapraszał mnie do środka. Otworzyłam niepewnie drzwi i weszłam na klatkę schodową. Ściany były obdrapane, a farba obłaziła z nich płatami. Podeszłam do windy, ale nie wyglądała zbyt bezpiecznie. Przeraziłam się wizją mnie sunącej w zastraszającym tempie w dół razem z windą. Wzdrygnęłam się i postanowiłam pójść schodami. Moje kroki odbijały się echem. Na kolejnym już piętrze zobaczyłam uchylone drzwi do jednego z mieszkań. Podeszłam bliżej. Słyszałam swoje serce, które biło w zastraszającym tempie. Weszłam do środka. Panował tu półmrok, tylko nieliczne świeczki oświetlały przedpokój. Na podłodze leżały płatki róż. Zrobiłam kilka kroków, przy każdym z nich deski niemiłosiernie trzeszczały. Drzwi za mną się zatrzasnęły. Odwróciłam się i próbowałam je otworzyć szarpiąc za klamkę, ale się nie udało. Było tu zarazem mrocznie jak i romantycznie. Podążyłam ścieżką róż do kolejnych drzwi. Otworzyłam je i stanęłam w progu. Zamurowało mnie. Pod oknem stał do mnie tyłem chłopak i obserwował gwiazdy. Jego czarne półdługie włosy pozostawały w lekkim nieładzie. Miał na sobie czarną koszulę, przez którą doskonale widać było jego umięśnioną sylwetkę. Tylko jeden, krótki rzut oka pozwolił mi stwierdzić, kto to jest.

– Alex – wyszeptałam, a z oczu popłynęły mi łzy. Odwrócił się powoli, a w dłoni trzymał czerwoną różę.

– Kira… – powiedział tym swoim aksamitnym głosem. Teraz już totalnie się rozkleiłam. – Podeszłam do niego i się przytuliłam, on również mnie objął.

– Tak się bałam… rano dostałam list… i… wisiorek… on mi go zabrał… potem byłam na cmentarzu… – dukałam przez łzy. Nie potrafiłam mu tego opowiedzieć. Cała się trzęsłam z nadmiaru emocji, ale nie tak bałam się jak wcześniej, bo teraz był ze mną Alex.

– Musimy uciekać! On chce cię zabić… – powiedziałam, nadal trzymając go mocno w objęciach. Alex nie poruszył się. Nie wydawał się nawet być tym zaskoczony. Zupełnie jakby było mu to obojętne.

– Alex…? – Podniosłam głowę, żeby spojrzeć mu w oczy, ale mój wzrok zatrzymał się na szybie. Nasze odbicie… Nie zgadzało mi się to. To nie był Alex. Miał długie czarne włosy do pasa, Nie tak atletyczną posturę jak on. A w odbiciu róż, którą trzymał była czarna. To mi wystarczyło. Odskoczyłam od niego jak najdalej mogłam. Taka sama róża była na nagrobku.

– Nie jesteś Alexem! Co z nim zrobiłeś?! Gdzie jest?! – Znów zaczęłam płakać.

– Przecież to ja skarbie. O co ci chodzi? – Podszedł do mnie kilka kroków rozkładając ręce, tak jakby chciał mnie przytulić.

– Nie zbliżaj się do mnie! – Krzyknęłam i złapałam coś, co akurat miałam pod ręką i cisnęłam tym w niego. Trafiłam.

– Tak pogrywasz?! – Krzyknął już swoim zachrypniętym głosem, po czym zaczął się przemieniać. Przede mną stała postać, którą widziałam w odbiciu. – Już niedługo. – Uśmiechnął się szyderczo.

– Co to ma znaczyć?! Czego ode mnie chcesz?! – Wrzasnęłam.

– Ty?! Ty myślisz, że czegoś od ciebie chcę… hahaha.. – Zaśmiał się gorzko – ty służysz tylko jako przynęta. Potem zabiję cię, tak, żeby twój chłoptaś cierpiał. Będzie patrzył na twoją śmierć! A potem zrobię to samo z nim.

– Jestem Crowley, wilkołak… – Powiedział spokojnie i z wyższością. Właściwie to nie zaskoczyło mnie to, ze nie jest człowiekiem. Po tym jak dowiedziałam się o tym, że Alex jest aniołem nic mnie chyba już nie zdziwi.

– On nie przyleci. – Powiedziałam cicho ze smutkiem – zniknął dawno temu.

– Hahaha… oj naiwna dziewczyno… cały czas był tutaj. Nigdzie się nie oddalał.

– Nie możesz tego wiedzieć! Nie możesz! – Krzyczałam. Dlaczego miałby być tutaj? Powiedział, że jeśli go będę potrzebować, to… ten wisiorek…

– Oddaj mi wisiorek! – Nie odezwał się – Oddaj mi wisiorek! – Powtórzyłam, a Crowley jakby nigdy nic minął mnie, wyszedł i zamknął drzwi na klucz. Co on sobie wyobraża?! Zaczęłam szarpać za klamkę i kopać w drzwi.

– Wypuść mnie! Wypuść!

C.D.N.

1 413 komentarzy

Cze 19 2011

Gra cz 1.

Published by under Opowiadania

//Z dedyką dla Liliann//

Obudził mnie głośny dźwięk budzika. Chociaż była sobota, to i tak wolałam wstać wcześniej. W telewizji zapowiadali, że  ma być ładna pogoda i postanowiłam to wykorzystać. Chciałam pojechać rowerem gdzieś nad morze. Nic specjalnego, ale lubię aktywnie spędzać czas.

Wyłączyłam budzik, przetarłam oczy i przeciągnęłam się ziewając przy tym. Przesunęłam ręką po stoliku nocnym, w celu zlokalizowania mojego wisiorka, który kiedyś dostałam od Alexa. Zamiast tego natrafiłam dłonią na kartkę papieru, której tam nie kładłam. Podniosłam się i przyjrzałam dokładnie. To był liścik.

 

„Mam coś bardzo dla ciebie ważnego.

Szukaj wskazówek, a być może to odzyskasz.”

Co to ma  być?! Byłam wściekła. Wiedziałam, że chodzi o wisiorek. Nic nie było dla mnie tak cenne. Alex dał mi go, zanim zniknął. Powiedział, że kiedy będę go potrzebować, będę wiedzieć jak go użyć.

Ubrałam się szybko, uczesałam się, umyłam i wybiegłam z domu ściskając w ręku kartkę. Nawet nie zdążyłam zjeść śniadania. Nie wiedziałam gdzie mam biec. Po prostu pędziłam przed siebie, potrącając przechodniów idących do pracy, a ci odwracali się i często krzyczeli coś za mną albo wygrażali pięścią, ale mnie to nie obchodziło. Teraz liczył się dla mnie jeden cel. Znaleźć wskazówkę. I nagle coś mnie olśniło. Zatrzymałam się raptownie. I pobiegła powrotem do domu. Byłam tak zdenerwowana, że nie poszukałam tam rozwiązania. Miałam ochotę palnąć się w ten pusty łeb. Zmęczenie ciągłym biegiem było coraz silniejsze, więc resztę drogi przeszłam szybkim marszem, z trudem łapiąc powietrze.

Otworzyłam drzwi do mieszkania z hukiem i natychmiast skierowałam się do mojego pokoju, skąd zamierzałam rozpocząć poszukiwania. Wyrzuciłam wszystko z szafek i szaf, ale nic nie znalazłam. Nawet nie wiedziałam czego mam szukać. Dalej pobiegłam do kuchni. Tu wszystko wyglądało normalnie, poza siatką cytryn na stole. Zastanawiałam się chwilę po co mama kupiła aż tyle cytryn i doszłam do wniosku, ze pewnie będzie wypróbowywać jakiś przepis na ciasto cytrynowe. W tym pomieszczeniu również przejrzałam wszystkie szafki (pozostawiając jednak ich zawartość w porządku), a nawet zajrzałam do lodówki (przy okazji wzięłam coś na szybko do zjedzenia, bo burczało mi już w brzuchu). [Dop. aut.: ciekawe czy nie było tam takiego zielonkawo białego meszku…]

Sprawdziłam jeszcze łazienkę, pokój moich rodziców i rodzeństwa, ale tam też nic nie było. Został mi już tylko salon. Tylko przekroczyłam próg, a na stole zobaczyłam dwie zapalone świeczki. Rodzice byli już dawno w pracy i na pewno nie byliby aż tacy nieodpowiedzialni zostawiając je zapalone. Podeszłam bliżej, przyjrzałam się im dokładnie, ale nie było w nich nic nadzwyczajnego. To były tylko najnormalniejsze z możliwych świeczek. Usiadłam na fotelu załamana. Byłam już pewna, że przegrałam. Wtedy zaczęła mnie uwierać kartka, którą złożyłam i włożyłam do kieszeni. Wyjęłam ją, rozłożyłam i przyjrzałam się jej. Nic poza tymi 13 słowami. No tak… 13… pechowa liczba… I to był ten moment w którym mój mózg doznał olśnienia i połączył ze sobą świeczki (a dokładniej ogień), cytryny (A dokładniej ich sok) i kartkę, którą trzymałam w ręku (a dokładniej wolne miejsce na niej). Mama wcale nie kupiła tych cytryn… To była właśnie moja wskazówka. Czytałam gdzieś o trikach z niewidzialnym pisaniem sokiem od cytryny, a potem odczytywaniem tego, przystawiając do ognia. Tak też zrobiłam, a moim oczom ukazały się kolejne litery, a potem wyrazy.

 

„Czas ucieka

Wieczność czeka”

– Zagadka?! O nie… a do tego, o tym, że kończy mi się czas… wieczność… On chce mnie zabić…?! Zabić… – powtórzyłam cicho – śmierć… śmierć… śmierć… Cmentarz!!! – wrzasnęłam i wybiegłam z domu.  Byłam zadowolona, że mój mózg zaczął działać szybciej, a nie tak jak na początku. Do najbliższego cmentarza było jakieś 40 min na piechotę. Postanowiłam skorzystać z komunikacji miejskiej i pobiegłam na przystanek autobusowy. Czekałam ok. kwadransa. W środku było prawie pusto, ale zanim zajęłam miejsce wyjęłam z portfela bilet i chciałam go skasować (zawsze noszę na zapas). Rozejrzałam się po busie w celu zlokalizowania kasownika i zobaczyłam kolejną kartkę, przyklejoną właśnie do niego. Podeszłam, zerwałam papier, skasowałam bilet  i usiadłam. Dopiero teraz mogłam spokojnie przyjrzeć się listowi.

 

„ Dobrze kombinujesz kotku.

Na miejscu znajdziesz kolejną zagadkę.”

Ten gość zaczyna mnie irytować – pomyślałam. – jak śmie nazywać mnie kotkiem?! Jechałam wkurzona przez resztę podróży. Kiedy znalazłam się  już na miejscu, stanęłam przed bramą, w którą wetknięta była koperta. Wyjęłam ją i otworzyła. Nie byłam pewna czy chcę czytać treść kolejnej zagadki, ale nie miałam wyjścia. Drżącymi rękami rozłożyłam kartkę i przeczytałam wolno jej treść.

 

„Grób nr 8

Aleja 16

A twój aniołek

Być może nie zaśnie”

Właściwie  to ta zagadka nie była trudna, ale zmartwiło mnie, że wspomniał o Alexie. Czy on wie gdzie teraz jest? Dlaczego chce go zabić? Czy on go więzi? Pytania nasuwały mi się jedno po drugim, ale nie miałam teraz czasu. Musiałam się pospieszyć. Krążyłam alejkami cmentarza, aż w końcu znalazłam tą właściwą. Nie było to trudne. Teraz pozostało mi już tylko znaleźć grób 8…

W końcu znalazłam. Na marmurze leżała czarna róża z przywiązaną kartką. Kolejna zagadka? Sięgnęłam po kartkę i przeczytałam ją kilka razy.

 

„Idąc po schodach,

Znajdziesz mieszkanie.

Litery wskażą drogę,

A szyfr rozwiązanie.”

Jestem na cmentarzu! Skąd ja mam wziąć tu schody i mieszkanie?! – krzyknęłam w niebo, a echo rozniosło się po całym cmentarzu. Wzdrygnęłam się. Wcześniej nie zwróciłam uwagi, że jestem tu tylko ja. Żeby się zastanowić usiadłam na grobie. Pomyślałam, że Teodor Słowacki się nie obrazi…

– No właśnie… Słowacki!! Słowackiego! „Litery wskażą drogę”! Tu chodziło o nazwę ulicy! – Zaczęłam pokrzykiwać do siebie – ale co z szyfrem…? Szyfr…szyfr… szyfr…

 

Cd.n.

2 105 komentarzy

Next »